Menu

kura w domu

nudziłam się i założyłam bloga

kura.d

Znowu mam kłopot z paznokciami,jakiś urok czy co? Długo próbowałam sobie sama pomóc,pewnie za długo. Potem korzystając z rady Fusilli poszłam do podologa,ale albo już było za późno,albo trafiłam na jakąś nowicjuszkę,bo ona też mi nie pomogła. Niedobrze. Możliwości wymówek mi się skończyły i z ciężkim sercem poszłam po skierowanie do chirurga. Wcześniej poszłam popytać ile by mnie ta nieprzyjemność kosztowała prywatnie,okazało się,że dwie i pół stówki to minimum,a możliwe,że więcej. Może gdyby przyjął mnie od razu to bym się zdecydowała,ale tydzień? Tyle samo czekałam w kolejce w poradni przyszpitalnej.

Co tam przeżyłam to moje - już na wstępie pan doktor zaproponował mi zdjęcie całego paznokcia. Myślałam,że zejdę,pot mnie oblał zimny a z paniki aż zdrętwiałam. Na szczęście zanim uciekłam z krzykiem zmienił zdanie i powiedział,że wystarczy kawałek. Na kawałek mogłam przystać,podpisałam papierek i usiadłam na stole. Szybciutko się położyłam jak tylko zobaczyłam,że szykuje zastrzyk znieczulający. Taki wielki zastrzyk na taki mały malec! Po zastrzyku nie czekając ani chwili zaczął ciąć. Zabieg dość bolesny,na szczęście krótki. 

Na razie jeszcze zakładam opatrunki i chodzę oszczędzając palec - wolałabym,żeby się zagoiło bez komplikacji,by już żaden chirurg nie musiał mi pomagać.

Co ciekawe czyjeś rany,skaleczenia czy zabiegi nie robią na mnie większego wrażenia,ale u siebie każda igiełka przyprawia o strach.

kura.d

Ponieważ od dawna śpię sama w sypialni to nie potrzebuję dostępu do łóżka z obu stron. Jakiś czas temu więc podsunęłam je pod ścianę, ale że łóżko jest dość duże to i tak zajmowało pół pokoju. Podrapałam się po brodzie i wymyśliłam,że jak przestawię je o 90 stopni i bokiem wepchnę pod skos to zyskam sporo podłogi. Jak wymyśliłam tak zrobiłam,przy okazji odkręciłam zawadzający zanóżek (to ta deska na przeciwko zagłówka) i poszłam spać.

Obracając łóżko zmieniłam przy okazji miejsce spania - do tej pory spałam po lewej stronie a teraz wypadło mi spać po prawej. Pierwszej nocy budziłam się co chwilę zdezorientowana i nie wiedziałam gdzie jestem. Kolejne noce to budzenie się nie tak często,ale jednak,coraz bliżej lewej strony. Od tygodnia nie przespałam spokojnie całej nocy. Ile czasu musi minąć,zanim przyzwyczaję się do nowego ustawienia? 

Strach teraz będzie kupić nowy materac.

kura.d

Jak jest ciepło to leżymy tak

a jak zimno i pada to wtedy tak (z tym,że ja mam swój kocyk)

i w zasadzie tyle

Młodszy Kurczak byczy się nad morzem. Nie dzwoni to chyba jest fajnie. Wychowawca też nie dzwoni i to dopiero jest fajne.

Starszy przeciwnie-ciężko pracuje. Znalazł pracę jako konsultant czy jak to nazwać,telefoniczny. W razie gdyby zadzwonił do Państwa z zaproszeniem na coś to proszę uprzejmie się zgodzić-Państwo nic nie stracą a dziecko zyska premię. Na razie nie idzie mu za dobrze wciskanie kitu-w ciągu ośmiu godzin pracy zaprasza 6-8 osób. A ile w zamian się nasłucha wyzwisk i rzucania słuchawką...

Z jednej strony takie doświadczenie też się przyda w życiu,z drugiej serce mnie boli.

Założył sobie konto w banku i struga bogacza. Kupił sobie solidny namiot na Woodstock i być może już w przyszły weekend go wypróbuje na Dniach Wędrowycza,bo tam też się wybiera.

Od nas to rzut kamieniem i sama z ciekawości bym skoczyła na moment ale kilka dni wcześniej mam umówioną wizytę u chirurga i podejrzewam,że następne dni będą mało mobilne. 

Z resztą o czym mówić,samochodu nie ma,to znaczy jest pożyczony,bo siostra Koguta wybyła na wakacje i zostawiła nam jeden ze swojej bogatej kolekcji,by jeździć do jej domu i podlewać kwiatki. Ale swojego nie ma i zaczynam myśleć,że już nie będzie. To znaczy staram się w ogóle o tym nie myśleć. 

Jest lato,słońce świeci,mam ogród-mam co robić. Do tego Kogut jest właśnie na urlopie i zaprzęgam go do każdej pracy,a po pracy chodzimy z psem na spacery i może to i dobrze,że nie ma tego auta,bo zaraz by nas gdzieś diabli ponieśli,a tu kwiatki trzeba podlać,z pomidorami pogadać,nową rabatę wymyślić. Przyjdzie zima to się będę martwić.

kura.d

20 lat minęło

Nie wiem czego sobie życzyć z tej okazji. Obyśmy dali radę trwać dalej.

A nawet 20 i kilka dni. Braliśmy dwa śluby w odstępie tygodnia,bo ostatni cywilny był o godzinie 14,a w kościele o 18. (Dlaczego nie chcieliśmy rano już nie pamiętam) Pan młody miał do domu 40 kilometrów i nijak mu było kręcić się w tę i z powrotem. 

Kilka dni wcześniej wynajęliśmy stancję,ale wprowadziłam się dopiero po weselu,tydzień między ślubami Kogut mieszkał sam. Do głowy mi nawet nie przyszło zamieszkać razem przed ślubem. Z naszymi charakterami pewnie rozstalibyśmy się szybko,a tak nie było wyjścia - trzeba się było jakoś dogadywać..

Do dziś pamiętam też swoją sukienkę,bardzo mi się podobała i była najtańsza na świecie. Koleżanka oddała mi swoją używaną,ja odprułam od niej górę,kupiłam metr koronki i znajoma krawcowa uszyła mi taką jak chciałam. W ogóle wtedy mało kto kupował suknie za miliony monet. Ja swoją też potem oddałam dalej. 

Szybko ten czas płynie. 

kura.d

Mam nowe okulary i odzyskałam sokoli wzrok. Aż mi się w głowie zakręciło jak je pierwszy raz założyłam. Trochę z tej ostrości a reszta to cena,bo tanie to one nie były. A wcale nie były najdroższe,mogłam drugi tysiąc dołożyć jak nic. Ale nie dołożyłam,może kiedyś jak wygram,albo dostanę niespodziewany spadek,na razie nie mam z czego dokładać. No dobra,nie narzekam,połowa grubości,jakieś super utwardzacze,filtry i dość lekkie. Szklane by już chyba oberwały uszy. A kiedyś tylko takie nosiłam. 

Jak już opadła pierwsza euforia (widzę twarze! widzę ceny! numer autobusu! widzę!) przestało mi się trochę podobać. Bo widzę też brudny dywan,zadzior na desce,dziurawy chodnik i pełno śmieci na nim,no ogólnie nie tylko te dobre strony widzę. A jak zobaczyłam dokładnie siebie w lustrze to zdjęłam te nowe i założyłam z powrotem stare okulary. Może słabe i porysowane ale jaki świat jest przez nie piękny!

kura.d

Kolejne suche lato. Niemal każdy deszcz mija nas jak nie jedną to drugą stroną. Dobrze,że omijają burze,ale wody bardzo brakuje. Do warzywniaka kupiłam taśmę kroplującą,bo co to za podlewanie konewką,a z kolei szlauchem leje się po liściach i też niedobrze. Trochę się rąbnęłam w pomiarach i nie wszędzie mi wystarczyła ale i tak jest o wiele lepiej.

Ten rok będzie rokiem kapusty - nic tak dobrze nie rośnie w ogrodzie,i nawet szkodniki jej nie przeszkadzają. A szkodników masa - najwięcej mszycy,ale i śmietki,i pchełki,i jeszcze inne draństwa. Za to wyniosły się krety i prawie nie widać ślimaków,zawsze jakaś pociecha. 

Pies przerzucił się z ogórków i cukinii na porzeczki i agrest i nie wiem czy dużo zdąży dojrzeć. Oprócz tego może jeszcze będą maliny,bo ani jabłek ani wiśni w tym roku nie ma. Muszę posadzić więcej drzew i krzewów owocowych,ale to za jakiś rok lub dwa,bo na razie Młodszy Kurczak kopie za domem piłkę. W ogóle mam plan na przeorganizowanie działki,jeszcze takie luźne pomysły,ale powoli będę coś zmieniać. Zacznę od przedogródka,bo tam mi ciągle coś nie pasuje. A potem tył na ile sił i pieniędzy wystarczy. 

Na razie robię to co zaczęłam wiosną - z ziemniakami już skończyłam,właściwie to ziemia się skończyła,teraz już tylko czekam na plon.

 W tym roku najbardziej dbam o pomidory,sama pozyskałam nasiona i wysiałam, a teraz chucham na nie i dmucham,chodzę jak koło dzieci,skubię wilki,obrywam dolne liście,podlewam i rozmawiam. Mam nadzieję,że się ładnie odwdzięczą. 

Z wydarzeń światowych to skończył się rok szkolny,Kurczaki przeszły do następnych klas,Starszy właśnie stał się pełnoletni,Młodszy chyba znowu urósł i wszyscy w dalszym ciągu chodzimy na piechotę. 

kura.d

Dobre wieści na początek tygodnia. U Koguta w pracy organizowana jest wycieczka do Wrocławia i Pragi,a są to miasta,które bardzo chcę zobaczyć. Już w zeszłym roku kombinowałam,jak tam dojechać pociągiem ale wtedy nie wyszło,oby teraz się udało. Mam trochę czasu by wzmocnić kondycję,bo ostatnio słabo u mnie z chodzeniem. A to palec boli,to kolano,to coś innego. Czas się wziąć za siebie. 

Pewnie za to nigdzie więcej nie pojadę,ale dla samej Pragi warto. Nie mówiąc o Wrocławiu,do którego wybieram się od ponad dwudziestu lat. Wtedy to byłam u koleżanki w Opolu,a stamtąd był tylko rzut beretem i dlaczego nie pojechałam nie wiem. Potem koleżanka się wyprowadziła w inne rejony świata a ja zostałam ze zmarnowaną okazją. To chyba mnie kole najbardziej.

A jak już wrócę to zacznę myśleć o wycieczce do Budapesztu,to też jest miasto,które bardzo chciałabym zobaczyć. Bo ja najbardziej lubię zwiedzać miasta. Okoliczności przyrody też bywają interesujące,ale mniej i dobrze,żeby były dość egzotyczne,bo jakieś tam pejzaże,góry,jeziora i lasy to owszem,fajne są,ale miasta są o wiele ciekawsze. Jedyne co mi się nie nudzi to widok na otwarte morze i fale na nim. Ale powiedzmy taka Afryka czy Nowa Zelandia to byłoby coś innego. Niestety poza moim zasięgiem.

W tym moim planowaniu muszę pokonać dwie przeszkody - jedna to finanse,a druga (może nawet gorsza) to Kogut. A obie połączone to góra nie do pokonania.

W związku z tym,że być może to nasz jedyny wakacyjny wyjazd i do tego autobusem Kogut się cieszy,że nie musi się śpieszyć z kupnem samochodu,jasne,bo on od trzech miesięcy żyje w pośpiechu.

W zasadzie nie jestem megierą,ot czasem mnie mocniej poniesie,ale rzadko i krótko,przeważnie jestem pogodna i łatwo się dostosowuję. Może jakbym mu codziennie ciosała kołki na głowie to poszłoby szybciej? Zauważyłam,że po każdej dyskusji intensywniej przegląda ogłoszenia motoryzacyjne. Czas ustawić w telefonie cykliczne przypomnienie "awantura o samochód".

A prawdę mówiąc sama już jestem ciekawa kiedy on się zdecyduje i na co.

kura.d

Chciałam być chytrą babą i nie wyszło,trochę to śmieszne,ale chyba bardziej wkurzające. Raz w życiu chciałam skorzystać z dopłaty NFZ do okularów,niby tylko 70 zł ale dobre i to. Zapisałam się do okulisty,odczekałam dwa miesiące i co? Pan doktor zajrzał w oczy,pochwalił sam siebie (5 lat temu to on przyklejał mi siatkówkę i za to rzeczywiście jestem mu wdzięczna) i kazał przyjść jesienią,wtedy da receptę. Kategorycznie,niemiło i bez dyskusji. 

Wyszłam z gabinetu skołowana i zła,z postanowieniem,że dopóki będzie mnie stać do okulisty będę chodzić prywatnie. Szkoda mi czasu i zdrowia. Nie wymagam rozścielania przede mną czerwonego dywanu,ale minimum zainteresowania pacjentem mogłoby być. Facet skutecznie zniechęcił mnie do wszelkich dopłat.

A porównując samo badanie z tym przeprowadzonym prywatnie mogę powiedzieć,że szybko,ubogo i byle jak. Do tego niekomfortowo,bo z atropiną. Nie znoszę atropiny.

U optyka już się dopytywałam ile będą kosztować moje szkła. Około 200,400 albo 1200 i chyba zdecyduję się na te środkowe. 

kura.d

W tym roku Starszy Kurczak ostatni raz obchodził Dzień Dziecka. Za kilka dni formalnie stanie się Kurczakiem Dorosłym a ja tak dobrze pamiętam chwilę jego wyklucia jakby to było wczoraj. Taki był mały i brzydki... na szczęście wyrósł i wyładniał.

Osiemnaste urodziny Kurczaka od jakiegoś czasu powodują u mnie lekki niepokój,bo dziecko sobie wymyśliło,że zamiast tradycyjnego obiadu z rodziną,tortem,balonikami i klaunem zaprosi kolegów na ognisko. Kogut temu przyklaskuje a ja oczami duszy widzę pędzącą na sygnale straż pożarną. Na taką imprezę zaprasza się 100 osób licząc,że przyjdzie połowa. 50 osób! Ja to chyba wszystkich znajomych tyle nie mam. Wersja ekonomiczna zakłada,że jak kto chce,to sobie sam przynosi coś do picia i jedzenia,wypasiona,że organizator coś tam szykuje i wtedy może liczyć na prezent. I tak taniej wychodzi,bo niektórzy robią osiemnastki jak wesela-w lokalach,z dj-em,z ciepłymi posiłkami i alkoholem. Obowiązują stroje wieczorowe, a dziewczyny robią paznokcie i fryzjera. Jak by nie było,ja wódki dzieciom na pewno nie kupię,bardzo się waham czy pozwolić na piwo. Na szczęście z Kurczakiem nie mam (jeszcze) kłopotów związanych z piciem. 

Po urodzinach zaczną się wakacje i kolejny mój stres - Przystanek Woodstock,na który nieopatrznie powiedziałam kiedyś,że Kurczak będzie mógł pojechać dopiero,jak dorośnie. No i kurde dorósł. Moja nadopiekuńczość popiskuje cichutko,ale pamięć podsuwa,że sama chciałam kiedyś pojechać do Jarocina. Ja nie pojechałam-dziecko za mnie nadrobi. 

I jeszcze Kurczak chce się zapisać na kurs prawa jazdy,z tą jego słabą koncentracją. To będą długie wakacje.

A Młodszy Kurczak? Ten to już od jakiegoś czasu czuje wakacje,nie uczy się,zakochuje i odkochuje,kopie piłkę i rośnie bez ustanku. Doszedł do 176 centymetrów i wygląda na to,że jeszcze urośnie. Chudy się zrobił i próba kupna czegokolwiek kończy się fiaskiem,bo albo krótkie albo z tyłka spada,albo wisi jak na patyczku. A je przy tym za trzech. 

Kilka dni temu pojechałam na bazar do większego miasta,żeby ubrać jakoś tę swoją rodzinę na lato. Obmierzyłam każdego dokładnie,bo Starszy Kurczak nie lubi chodzić do sklepów i on wszystko przymierzy,ale w domu. Młodszy z kolei do sklepu pójdzie,ale do mierzenia daj mu tylko jedną rzecz,bo więcej to on już nie chce. Kogutowi z kolei nie podoba się ten materiał,ta naszywka,ten fason i ta cena,i nawet nie pytaj czy przymierzy,ale jak sama kupię,to chodzi i chwali. 

No i kupiłam - Kogutowi bez problemu jakieś koszulki i spodnie,Starszemu Kurczakowi też się udało coś wybrać,tylko to chude nieszczęście zostało jak było. Zamówiłam mu kilka rzeczy w sklepie internetowym,jak nie będzie pasować to już nie mam pomysłu co zrobię.

Sobie też zamówiłam dwie sukienki,ale nie wiem gdzie ja w nich będę zadawać szyku,bo odkąd skończyłam angielski byłam w mieście dwa razy. Zapisałam się na kolejny poziom,ale to dopiero od września. Na razie dziczeję w swoich krzakach. Grzebię w ziemi,sadzę,plewię,podlewam i wieczorami padam bez życia.

O samochodzie ani słychu ani widu,Szwecja nie wypaliła,a na miejscu w dalszym ciągu nie ma nic odpowiedniego. Powoli tracę nadzieję,że do wakacji coś się ruszy. Teraz tylko czekam na cud. 

kura.d

Sucho,przydałoby się trochę wody z nieba,bo mi się już ręce do ziemi wyciągnęły od noszenia konewki. Poza konewką nic dziś nie robię,może dopiero wieczorem mi się coś zechce,bo na razie mam lenia i ni w polu ni zagrodzie. Skończyłam na razie rabatki,część bylin kupiłam,resztę podzieliłam z tego co miałam. Jakieś aksamitki tam jeszcze wsadzę i na ten rok będzie. 

Zdjęcia na wyobraźnię,ale widać,że coś rośnie. 

Mam jeden fajny koszyk na kwiaty i zastanawiam się co i jak w nim posadzić,żeby go ładnie wyeksponować. Kot tymczasowy.

 

Zostały mi do obsadzenia też inne skrzynki i pojemniki,ale na razie nie możemy dojść do porozumienia z Kogutem,gdzie je ustawić,bo wszędzie krzyczy,że będą przeszkadzały w koszeniu trawy. Jeszcze chwila i postawię mu na środku podjazdu.

Chociaż istnieje niewielka szansa,że w końcu uda nam się kupić samochód. W Szwecji. A wtedy podjazd do garażu znowu zacznie pełnić swoją rolę.

kura.d

Popracowałam trochę ostatnio,wieczorami ani rączką ani nóżką. Ale nie jest źle,poziom endorfin wysoki,szczęście tryska uszami i wszystko łatwiej znoszę.

A nawet wpadam na pomysły,na przykład kupię sobie skuter. Jazda na nim chyba nie jest trudniejsza niż na rowerze? Od kilku lat już tak myślę,ale w tym roku jestem bliżej realizacji niż kiedykolwiek wcześniej. Część pieniędzy będzie za rozliczonego w ostatniej sekundzie PITa,a resztę wezmę z kupki na samochód. No bo skoro Kogut w dalszym ciągu nie może się zdecydować czym chce jeździć... To niech chodzi na piechotę,ja na razie mam dość. Kiedyś jako dziecko pomagałam mamie nosić siaty i za każdym razem przyrzekałam sobie,że ja tak nigdy nie dam się wrobić. A teraz co? Kogut też czasem nosi,ale jego jak wyślę do sklepu to kupi chleb,mleko i parówki. No chyba,że ma kartkę,ale i tak połowy nie znajdzie na półkach.

Inny mój pomysł dotyczy podwórka. Zainspirowana zdjęciami w necie postanowiłam posadzić kilka bylinek pod drzewami,a właściwie pod pieńkami po drzewach. Jeden jest wyjątkowo niewyględny i już miał iść pod siekierę,ale jeszcze się przyda. 

Drugi nieco lepszy. Podsadziłam go bluszczem,ale opornie idzie,może z kolorowymi kwiatami wokół będzie ładniej.

Zagoniłam Koguta do roboty i mam początek nowych rabatek. Na razie dwie,ale myślę o jeszcze jednej. Ale wszystko bez pośpiechu,bo jakoś sił mam ostatnio mniej. W głowie niby fiu-bździu,a tyłek coraz cięższy. Najwięcej bym zrobiła oczami. 

Kogucisko wykazało się większą pracowitością i zbiło mi z palet dwie skrzynie na kwiaty i mam teraz sporo różnych pojemników,a że każdy z innej parafii to pomalowałam wszystkie na biało,właściwie prawie wszystkie,bo zastanawiam się jeszcze nad starymi donicami plastikowymi czy by ich też nie machnąć farbą. Tylko skąd wziąć tyle kwiatów?

W tym roku więcej czasu zajmuje przyzwyczajenie się skóry do słońca i ciągle jeszcze pojawia mi się pokrzywka. Niestety mam jakiś rodzaj fotoalergii i co roku przechodzę od nowa proces adaptacji. Próbowałam smarować się filtrami,ale to tylko przedłuża sprawę,muszę po prostu przeczekać niemiłe wiosenne objawy. Dobrze,że chociaż dzieci mają po ojcu ciemną karnację,biała skóra to zuo.

Tak,że tak. Robię,pracuję,zaiwaniam i zasuwam. Ale tylko do upałów,w upały będę leżeć pod wiatrakiem,jęczeć i marudzić. A może lata nie będzie?

 

kura.d

Hura,znowu tu jestem. Padła mi myszka,bo przecież idzie serią. Mało tego,kilka dni temu wyciągając pranie z suszarki zobaczyłam,że bardzo ładnie wyprałam Kogutowi pendriva. Nie wzruszyło mnie to szczególnie,bo u nas każdy ma obowiązek wyjąć wszystko z kieszeni przed wrzuceniem ubrań do kosza. Nie ma,że boli.Dzieci są wyszkolone,gorzej ze starym - najczęściej zostawia chusteczki higieniczne,ale inne rzeczy też się zdarzają. Najpierw się zdenerwował widokiem,ale potem ucieszył,bo okazało się,że pamięć działa. Czyli suszarka zbiera nie tylko kłaczki i nitki,polecam też zamiast ryżu. Teraz tylko czekać czy zła passa się odwróciła,czy jednak dotyczy tylko mnie. Oby jednak to pierwsze. 

Ostatnio moja cierpliwość ogólnie wystawiana jest na różne próby. Dajmy na to takie Kurczaki. A taki Starszy Kurczak szczególnie mnie sobie upodobał. Na razie staram się wychodzić z domu,ale jak jest zimno,to nie zawsze się da. Bo Kurczak uczy się grać. Nasza rodzina jest muzykalna a dokładnie pół rodziny - czyli Kogut (ładnie śpiewa i potrafi grać ze słuchu na różnych instrumentach) i Młodszy Kurczak (ma słuch,szybko uczy się grać,ale nie lubi i nie używa) Za to Starszy Kurczak i ja lepiej,żebyśmy nie wydawali z siebie głosu. Ja nie wydaję, Kurczak przeciwnie. Do niedawna jako rasowy metal ryczał growlem,co akurat słuchu nie wymaga,a u słuchaczy nawet wskazana jest głuchota całkowita. Ale teraz zaczynają pojawiać się inne rodzaje muzyki,a wraz z nimi tak zwany śpiew. O matko... a mało tego,chce na czymś grać. Był pomysł kupna perkusji,na co cieszyli się pozostali chłopcy (po moim trupie),jakiś czas brzdękania na gitarze,na klawiszach,a od wczoraj mamy harmonijkę ustną. Rozumiem,że każdy zaczynał od takich dźwięków,ale na boga,za jakie grzechy u mnie w domu! 

Młodszy Kurczak za to uporczywie depcze i łamie ogród. Bo triki w nogę nie nauczą się same.

Ale nie narzekam (czekam tylko na chwilę,kiedy dorosną i pójdą na swoje ;)

Czym wobec tego jest dla mnie śnieg w maju? Miłym urozmaiceniem od ostatnio panujących upałów...

kura.d

Do wszystkich strat mogę doliczyć następną - padł mi tablet. A już się do niego przyzwyczaiłam, podłączałam sobie klawiaturę,myszkę i śmigałam. Kogut złożył z dwóch starych komputerów jeden,ale stary+stary nie równa się nowy. Na razie nie robię dużego rabanu,bo i tak mam mniej czasu na siedzenie na tyłku, a i odwyk mi się przyda. Tablet na szczęście na gwarancji,ale to już druga naprawa i widać,że do kitu jest ten sprzęt. Dopóki nie kupimy samochodu nie mogę planować innych zakupów a na kupno ciągle nie widać perspektyw. Ale o tym już pisałam.

Warzywa mam posiane,trawę skoszoną i teraz tylko leżeć i wąchać co przyroda produkuje. Założyłam w tym roku eksperymentalną uprawę ziemniaków w workach,miało być tego więcej ale cały kwiecień pogoda nie sprzyjała a co to za sadzenie kartofli w maju. 

Zdążyłam się już opalić i zostałam pogryziona przez meszki. Chyba ta wiosna w końcu przyszła.

kura.d

Paznokieć mi wrasta i bolą mnie buty,skarpetki,a nawet kołdra w nocy. Ani chodzić ani siedzieć. Draństwo jakich mało,tym bardziej,że mam czyste sumienie bo nic sobie nie wycinałam. Oby nie skończyło się chirurgiem,bo wrasta daleko i nie da się tam nic podłożyć. 

Skłonność do takich paznokci mam po tatusiu,a on z kolei po swoim,po mnie za to mają moje dzieci. Starszy Kurczak radzi sobie sam,a Młodszemu już dwa razy podkładałam wałeczki z waty. Ojciec mówi,że kiedyś jego bracia chodzili do chirurga ale po zabiegach paznokcie dalej im wrastały. Miła perspektywa nie ma co. 

Na szczęście obecna pogoda nie zachęca do spacerów. Co z drugiej strony nieco denerwuje,bo ileż można siedzieć w domu. Tyle zmarnowanego czasu przez ten chłód. To co wcześniej posiałam siedzi w ziemi i czeka na ocieplenie,jedynie groszek i rzodkiewka nic sobie nie robią z zimna,ale reszta szkoda gadać. Wysiałam do rozsadnika ogórki i popikowałam pomidory,ale za zimno na hartowanie,do tego ciemno to wybiegają i marnie wyglądają. Śni mi się ogród zimowy cały oszklony i ogrzewany ale to marzenie ściętej głowy,bo nawet gdybym wygrała w totka to nie miałabym gdzie go postawić. No chyba,że z całym nowym domem na nowej działce. Ale to już w następnym wcieleniu.

Na razie oszczędzam na laptopa,albo na telefon,a najpewniej na nowe okulary. Zastanawiałam się nad progresami,bo coraz gorzej widzę z bliska,ale nikt znajomy nie nosi,a słyszałam,że trudno się do nich przyzwyczaić i chciałabym usłyszeć opinię czy to prawda. Ile takie cuda mogą kosztować? Za okulary dla obu Kurczaków zapłaciłam niecałe 6 stówek. Patrząc na ceny niektórych oprawek to tanio,ale powiedzcie to mojemu portfelowi.

Samochodu jeszcze nie mamy i nie wiem kiedy będziemy mieć. Kuzyn Koguta chce nam sprzedać swój,ale Kogucisko kręci dziobem na cenę. A auto warte rozważenia,bo 9 lat,mały przebieg,serwisowane,od pierwszego właściciela. Ale francuz i automat. Na razie temat utknął.

Wkurza mnie ten chłop ale co zrobić,takiego chciałam to takiego mam.

kura.d

Od jutra się odchudzam. Zaraz, a może od poniedziałku? Pomyślmy. Dzisiaj byłam na imieninach, a jutro idę na urodziny. To chyba od przyszłego tygodnia? W każdym razie przechodzę na dietę. Nieodwołalnie.

kura.d

Ależ jestem zmęczona po świętach - dziś tylko czytam,oglądam i buszuję w internecie. Szukam jakiejś bluzeczki,sukienki na lato i innych szmatek. Nic jeszcze nie zamówiłam,ale kto wie czym się dzień skończy. 

W niedzielę tradycyjnie cała rodzina zebrała się u nas na śniadaniu i trochę miałam biegania z szykowaniem, podawaniem a potem sprzątaniem. Z tego wszystkiego zapomniałam o rocznicy ślubu moich rodziców (56!) ale wczoraj nadrobiłam zaniedbanie. Na szczęście tym razem udało mi się nie przesadzić z ilością jedzenia i do dzisiaj już prawie nic nie zostało,a te resztki właśnie utylizują Kurczaki. Sobie gotuję postną zupkę,bo jednak się przejadłam i niby nie odchorowałam ale cukier mi skoczył.

Wczoraj też jeździliśmy z Kogutem na grób jego matki, właśnie minął rok jak umarła. Jeździliśmy,ale nie swoim,naszego jeszcze nikt nie sprzedaje,siostrzeniec Koguta pożyczył nam swoją maszynę - mitsubishi pajero,ogromny,orurowany,czuliśmy się jakbyśmy jechali czołgiem. Ale już oddaliśmy i dalej będziemy popylać z buta.

A ja jak bum cyk zaraz się wezmę za angielski,bo już tylko miesiąc i egzamin.

 

kura.d

Nie mam samochodu,telefonu a teraz nie mam już nawet komputera. Oddałam swój Młodszemu Kurczakowi i został mi się tylko tablet. Oślepnę od tego badziewia jak nic. Muszę odłożyć parę złotych i kupić coś normalnego,bo ani czytać ani pisać na tym maleństwie. 

Samochód zastępczy mamy jeszcze na kilka dni,a potem to nie wiem. Kogut nie może się zdecydować co kupić,nic mu się nie podoba,każdą propozycję odrzuca,kłóci się,obraża,krzyczy i chodzi nieszczęśliwy. Trochę mnie śmieszy a trochę wkurwia ta jego nieumiejętność podejmowania decyzji. Z drobiazgami ma kłopot,a co dopiero mówić o czymś większym. Ja mu mogę powiedzieć jedynie co mi się podoba,ale na środku się nie znam. On trochę tak,ale ta świadomość,że jakby co nie będzie kogo obwinić paraliżuje go. Na razie czeka na szwagra mechanika,może ten mu coś podpowie, zobaczymy. Myślę,że jeszcze nie wymyślono auta dla mojego męża. 

Korzystając z ładnej pogody zasiałam część warzyw i powoli szykuję rabaty przed domem. W ciągu kilku słonecznych dni delikatnie się zazieleniło i nabrałam chęci do roboty. Na początek jak zwykle dostałam zakwasów od szpadla i grabi,ale czas przyzwyczaić ciało do ruchu.

Czas też pouczyć się,bo za miesiąc koniec kursu i egzamin. Tylko tego to akurat mi się nie chce,eh.

kura.d

Zapomniałam wspomnieć,że przed tym całym ambarasem z samochodem uczyniłam jeden zakup - myjkę do okien Przyznam,że już ze dwa lata się wahałam i zastanawiałam,czy aby na pewno jest mi to potrzebne i czy naprawdę tak ułatwia pracę jak twierdzą. Niby koleżanka mówiła,że sprzęt super,w internetach też zachwalali,ale we mnie ciągle była niepewność. Bo od dawna ułatwiałam sobie pracę gumową ściągaczką i nie wiedziałam w czym taka myjka może być lepsza.

W końcu zamówiłam,wiosna idzie,okna trzeba pomyć,spróbuję. Paczka przyszła,rozpakowałam,ale bez jakiegoś szalonego entuzjazmu,dopiero drugiego dnia przy sprzątaniu przedpokoju umyłam zapalcowane lustro... Rety. Tego się nawet nie da porównać ze zwykłą ściągaczką,już nawet nie mówiąc o tradycyjnym wycieraniu ręcznikiem czy szmatką. No dobra,ramy okna trzeba umyć ręką,brud przy uszczelkach też,ale z szyby wodę i brud zbiera, zostawia błyszczącą powierzchnię i jak się dobrze trzyma to nawet smug nie ma.

Jak typowa neofitka latam z myjką i ciągle coś przecieram. To mój kolejny ulubiony sprzęt,po zmywarce i suszarce (tak,mam ranking fajności domowych sprzętów)

 

A jeśli chodzi o samochód to wzięliśmy w końcu auto zastępcze. Przywieźli nam pod dom ładną nową toyotę i teraz strach mocniej zamknąć drzwi,nie mówiąc o stawaniu na parkingach pod sklepami. Człowiek bardziej dba niż o własne dzieci.

Nie wiadomo kiedy będzie decyzja o odszkodowaniu,ale jaka by nie była zdecydowaliśmy o kupnie nowego samochodu. W sensie nowego dla nas,bo mamy przeznaczone na niego 15-20 tys. Za te pieniądze nie znajdziemy fajerwerków,ale trudno,nie zapożyczę się po uszy,bo jeść też coś trzeba. Dużym problemem i tak będzie przyzwyczajenie się do jazdy mniejszym samochodem,ostatnio mieliśmy suva - dużego i wygodnego,nawet pies miał swoje miejsce w trzecim rzędzie.

Teraz tylko znaleźć coś co nam się spodoba.

kura.d

Ostatnie dni nie były fajne,nie bardzo jest się czym chwalić i cieszyć. Część problemów zaczyna się prostować,na inne trzeba jeszcze poczekać,a są i takie,z którymi nawet czas sobie nie poradzi.

Zginęła w wypadku córka naszych znajomych,miała 32 lata i zostawiła maleńką córeczkę. Ciężko dojść do siebie po czymś takim.

Brat mój trafił do szpitala na ostry dyżur,ale na szczęście już czuje się lepiej.

W nasz samochód wjechał inny i jedyne co można dobrego powiedzieć,to że nikomu nic się nie stało. Czekamy na opinię rzeczoznawcy i zastanawiamy się czy opłaca się remontować. Samochód ma swoje lata,ale jeszcze kilka by pojeździł,teraz to już złom. 

Jak się mieszka w niewielkim (ale jednak nie takim małym,jak się po nim chodzi) mieście,na dodatek na jego obrzeżach,bez sklepu i autobusu w pobliżu to samochód może nie jest niezbędny,ale bardzo przydatny - oszczędza się masę czasu i energii. Myślimy o aucie zastępczym z OC sprawcy,ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

Tym samym stanęła sprawa telefonu,okularów,wakacji,wyjazdów i wszystkich wydatków,bo nie wiadomo czy nie trzeba będzie rozejrzeć się za czymś nowym.

kura.d

No i niestety, nadeszła ta chwila (i wcale nie wiekopomna),gdy Młodszy Kurczak zasilił szeregi okularników. Od początku była to kwestia 'kiedy' a nie 'czy w ogóle',bo oboje z Kogutem jesteśmy krótkowidzami,a to źle wróży potomstwu. Na nieszczęście Starszy Kurczak wadę odziedziczył po mnie,wzrok mu się pogarsza w szybkim tempie i nie wiadomo czy da się coś z tym zrobić. Młodszy może będzie jak tatuś,trochę ślepy ale nie krecik.

Jutro idziemy szukać okularów. Na razie wstępnie obczaiłam ceny i trochę mi się włos zjeżył. A za tydzień zapisałam do okulisty siebie i Starszego. Oj, zaboli.

© kura w domu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci