Menu

kura w domu

nudziłam się i założyłam bloga

kura.d

Dobre wieści na początek tygodnia. U Koguta w pracy organizowana jest wycieczka do Wrocławia i Pragi,a są to miasta,które bardzo chcę zobaczyć. Już w zeszłym roku kombinowałam,jak tam dojechać pociągiem ale wtedy nie wyszło,oby teraz się udało. Mam trochę czasu by wzmocnić kondycję,bo ostatnio słabo u mnie z chodzeniem. A to palec boli,to kolano,to coś innego. Czas się wziąć za siebie. 

Pewnie za to nigdzie więcej nie pojadę,ale dla samej Pragi warto. Nie mówiąc o Wrocławiu,do którego wybieram się od ponad dwudziestu lat. Wtedy to byłam u koleżanki w Opolu,a stamtąd był tylko rzut beretem i dlaczego nie pojechałam nie wiem. Potem koleżanka się wyprowadziła w inne rejony świata a ja zostałam ze zmarnowaną okazją. To chyba mnie kole najbardziej.

A jak już wrócę to zacznę myśleć o wycieczce do Budapesztu,to też jest miasto,które bardzo chciałabym zobaczyć. Bo ja najbardziej lubię zwiedzać miasta. Okoliczności przyrody też bywają interesujące,ale mniej i dobrze,żeby były dość egzotyczne,bo jakieś tam pejzaże,góry,jeziora i lasy to owszem,fajne są,ale miasta są o wiele ciekawsze. Jedyne co mi się nie nudzi to widok na otwarte morze i fale na nim. Ale powiedzmy taka Afryka czy Nowa Zelandia to byłoby coś innego. Niestety poza moim zasięgiem.

W tym moim planowaniu muszę pokonać dwie przeszkody - jedna to finanse,a druga (może nawet gorsza) to Kogut. A obie połączone to góra nie do pokonania.

W związku z tym,że być może to nasz jedyny wakacyjny wyjazd i do tego autobusem Kogut się cieszy,że nie musi się śpieszyć z kupnem samochodu,jasne,bo on od trzech miesięcy żyje w pośpiechu.

W zasadzie nie jestem megierą,ot czasem mnie mocniej poniesie,ale rzadko i krótko,przeważnie jestem pogodna i łatwo się dostosowuję. Może jakbym mu codziennie ciosała kołki na głowie to poszłoby szybciej? Zauważyłam,że po każdej dyskusji intensywniej przegląda ogłoszenia motoryzacyjne. Czas ustawić w telefonie cykliczne przypomnienie "awantura o samochód".

A prawdę mówiąc sama już jestem ciekawa kiedy on się zdecyduje i na co.

kura.d

Chciałam być chytrą babą i nie wyszło,trochę to śmieszne,ale chyba bardziej wkurzające. Raz w życiu chciałam skorzystać z dopłaty NFZ do okularów,niby tylko 70 zł ale dobre i to. Zapisałam się do okulisty,odczekałam dwa miesiące i co? Pan doktor zajrzał w oczy,pochwalił sam siebie (5 lat temu to on przyklejał mi siatkówkę i za to rzeczywiście jestem mu wdzięczna) i kazał przyjść jesienią,wtedy da receptę. Kategorycznie,niemiło i bez dyskusji. 

Wyszłam z gabinetu skołowana i zła,z postanowieniem,że dopóki będzie mnie stać do okulisty będę chodzić prywatnie. Szkoda mi czasu i zdrowia. Nie wymagam rozścielania przede mną czerwonego dywanu,ale minimum zainteresowania pacjentem mogłoby być. Facet skutecznie zniechęcił mnie do wszelkich dopłat.

A porównując samo badanie z tym przeprowadzonym prywatnie mogę powiedzieć,że szybko,ubogo i byle jak. Do tego niekomfortowo,bo z atropiną. Nie znoszę atropiny.

U optyka już się dopytywałam ile będą kosztować moje szkła. Około 200,400 albo 1200 i chyba zdecyduję się na te środkowe. 

kura.d

W tym roku Starszy Kurczak ostatni raz obchodził Dzień Dziecka. Za kilka dni formalnie stanie się Kurczakiem Dorosłym a ja tak dobrze pamiętam chwilę jego wyklucia jakby to było wczoraj. Taki był mały i brzydki... na szczęście wyrósł i wyładniał.

Osiemnaste urodziny Kurczaka od jakiegoś czasu powodują u mnie lekki niepokój,bo dziecko sobie wymyśliło,że zamiast tradycyjnego obiadu z rodziną,tortem,balonikami i klaunem zaprosi kolegów na ognisko. Kogut temu przyklaskuje a ja oczami duszy widzę pędzącą na sygnale straż pożarną. Na taką imprezę zaprasza się 100 osób licząc,że przyjdzie połowa. 50 osób! Ja to chyba wszystkich znajomych tyle nie mam. Wersja ekonomiczna zakłada,że jak kto chce,to sobie sam przynosi coś do picia i jedzenia,wypasiona,że organizator coś tam szykuje i wtedy może liczyć na prezent. I tak taniej wychodzi,bo niektórzy robią osiemnastki jak wesela-w lokalach,z dj-em,z ciepłymi posiłkami i alkoholem. Obowiązują stroje wieczorowe, a dziewczyny robią paznokcie i fryzjera. Jak by nie było,ja wódki dzieciom na pewno nie kupię,bardzo się waham czy pozwolić na piwo. Na szczęście z Kurczakiem nie mam (jeszcze) kłopotów związanych z piciem. 

Po urodzinach zaczną się wakacje i kolejny mój stres - Przystanek Woodstock,na który nieopatrznie powiedziałam kiedyś,że Kurczak będzie mógł pojechać dopiero,jak dorośnie. No i kurde dorósł. Moja nadopiekuńczość popiskuje cichutko,ale pamięć podsuwa,że sama chciałam kiedyś pojechać do Jarocina. Ja nie pojechałam-dziecko za mnie nadrobi. 

I jeszcze Kurczak chce się zapisać na kurs prawa jazdy,z tą jego słabą koncentracją. To będą długie wakacje.

A Młodszy Kurczak? Ten to już od jakiegoś czasu czuje wakacje,nie uczy się,zakochuje i odkochuje,kopie piłkę i rośnie bez ustanku. Doszedł do 176 centymetrów i wygląda na to,że jeszcze urośnie. Chudy się zrobił i próba kupna czegokolwiek kończy się fiaskiem,bo albo krótkie albo z tyłka spada,albo wisi jak na patyczku. A je przy tym za trzech. 

Kilka dni temu pojechałam na bazar do większego miasta,żeby ubrać jakoś tę swoją rodzinę na lato. Obmierzyłam każdego dokładnie,bo Starszy Kurczak nie lubi chodzić do sklepów i on wszystko przymierzy,ale w domu. Młodszy z kolei do sklepu pójdzie,ale do mierzenia daj mu tylko jedną rzecz,bo więcej to on już nie chce. Kogutowi z kolei nie podoba się ten materiał,ta naszywka,ten fason i ta cena,i nawet nie pytaj czy przymierzy,ale jak sama kupię,to chodzi i chwali. 

No i kupiłam - Kogutowi bez problemu jakieś koszulki i spodnie,Starszemu Kurczakowi też się udało coś wybrać,tylko to chude nieszczęście zostało jak było. Zamówiłam mu kilka rzeczy w sklepie internetowym,jak nie będzie pasować to już nie mam pomysłu co zrobię.

Sobie też zamówiłam dwie sukienki,ale nie wiem gdzie ja w nich będę zadawać szyku,bo odkąd skończyłam angielski byłam w mieście dwa razy. Zapisałam się na kolejny poziom,ale to dopiero od września. Na razie dziczeję w swoich krzakach. Grzebię w ziemi,sadzę,plewię,podlewam i wieczorami padam bez życia.

O samochodzie ani słychu ani widu,Szwecja nie wypaliła,a na miejscu w dalszym ciągu nie ma nic odpowiedniego. Powoli tracę nadzieję,że do wakacji coś się ruszy. Teraz tylko czekam na cud. 

kura.d

Sucho,przydałoby się trochę wody z nieba,bo mi się już ręce do ziemi wyciągnęły od noszenia konewki. Poza konewką nic dziś nie robię,może dopiero wieczorem mi się coś zechce,bo na razie mam lenia i ni w polu ni zagrodzie. Skończyłam na razie rabatki,część bylin kupiłam,resztę podzieliłam z tego co miałam. Jakieś aksamitki tam jeszcze wsadzę i na ten rok będzie. 

Zdjęcia na wyobraźnię,ale widać,że coś rośnie. 

Mam jeden fajny koszyk na kwiaty i zastanawiam się co i jak w nim posadzić,żeby go ładnie wyeksponować. Kot tymczasowy.

 

Zostały mi do obsadzenia też inne skrzynki i pojemniki,ale na razie nie możemy dojść do porozumienia z Kogutem,gdzie je ustawić,bo wszędzie krzyczy,że będą przeszkadzały w koszeniu trawy. Jeszcze chwila i postawię mu na środku podjazdu.

Chociaż istnieje niewielka szansa,że w końcu uda nam się kupić samochód. W Szwecji. A wtedy podjazd do garażu znowu zacznie pełnić swoją rolę.

kura.d

Popracowałam trochę ostatnio,wieczorami ani rączką ani nóżką. Ale nie jest źle,poziom endorfin wysoki,szczęście tryska uszami i wszystko łatwiej znoszę.

A nawet wpadam na pomysły,na przykład kupię sobie skuter. Jazda na nim chyba nie jest trudniejsza niż na rowerze? Od kilku lat już tak myślę,ale w tym roku jestem bliżej realizacji niż kiedykolwiek wcześniej. Część pieniędzy będzie za rozliczonego w ostatniej sekundzie PITa,a resztę wezmę z kupki na samochód. No bo skoro Kogut w dalszym ciągu nie może się zdecydować czym chce jeździć... To niech chodzi na piechotę,ja na razie mam dość. Kiedyś jako dziecko pomagałam mamie nosić siaty i za każdym razem przyrzekałam sobie,że ja tak nigdy nie dam się wrobić. A teraz co? Kogut też czasem nosi,ale jego jak wyślę do sklepu to kupi chleb,mleko i parówki. No chyba,że ma kartkę,ale i tak połowy nie znajdzie na półkach.

Inny mój pomysł dotyczy podwórka. Zainspirowana zdjęciami w necie postanowiłam posadzić kilka bylinek pod drzewami,a właściwie pod pieńkami po drzewach. Jeden jest wyjątkowo niewyględny i już miał iść pod siekierę,ale jeszcze się przyda. 

Drugi nieco lepszy. Podsadziłam go bluszczem,ale opornie idzie,może z kolorowymi kwiatami wokół będzie ładniej.

Zagoniłam Koguta do roboty i mam początek nowych rabatek. Na razie dwie,ale myślę o jeszcze jednej. Ale wszystko bez pośpiechu,bo jakoś sił mam ostatnio mniej. W głowie niby fiu-bździu,a tyłek coraz cięższy. Najwięcej bym zrobiła oczami. 

Kogucisko wykazało się większą pracowitością i zbiło mi z palet dwie skrzynie na kwiaty i mam teraz sporo różnych pojemników,a że każdy z innej parafii to pomalowałam wszystkie na biało,właściwie prawie wszystkie,bo zastanawiam się jeszcze nad starymi donicami plastikowymi czy by ich też nie machnąć farbą. Tylko skąd wziąć tyle kwiatów?

W tym roku więcej czasu zajmuje przyzwyczajenie się skóry do słońca i ciągle jeszcze pojawia mi się pokrzywka. Niestety mam jakiś rodzaj fotoalergii i co roku przechodzę od nowa proces adaptacji. Próbowałam smarować się filtrami,ale to tylko przedłuża sprawę,muszę po prostu przeczekać niemiłe wiosenne objawy. Dobrze,że chociaż dzieci mają po ojcu ciemną karnację,biała skóra to zuo.

Tak,że tak. Robię,pracuję,zaiwaniam i zasuwam. Ale tylko do upałów,w upały będę leżeć pod wiatrakiem,jęczeć i marudzić. A może lata nie będzie?

 

kura.d

Hura,znowu tu jestem. Padła mi myszka,bo przecież idzie serią. Mało tego,kilka dni temu wyciągając pranie z suszarki zobaczyłam,że bardzo ładnie wyprałam Kogutowi pendriva. Nie wzruszyło mnie to szczególnie,bo u nas każdy ma obowiązek wyjąć wszystko z kieszeni przed wrzuceniem ubrań do kosza. Nie ma,że boli.Dzieci są wyszkolone,gorzej ze starym - najczęściej zostawia chusteczki higieniczne,ale inne rzeczy też się zdarzają. Najpierw się zdenerwował widokiem,ale potem ucieszył,bo okazało się,że pamięć działa. Czyli suszarka zbiera nie tylko kłaczki i nitki,polecam też zamiast ryżu. Teraz tylko czekać czy zła passa się odwróciła,czy jednak dotyczy tylko mnie. Oby jednak to pierwsze. 

Ostatnio moja cierpliwość ogólnie wystawiana jest na różne próby. Dajmy na to takie Kurczaki. A taki Starszy Kurczak szczególnie mnie sobie upodobał. Na razie staram się wychodzić z domu,ale jak jest zimno,to nie zawsze się da. Bo Kurczak uczy się grać. Nasza rodzina jest muzykalna a dokładnie pół rodziny - czyli Kogut (ładnie śpiewa i potrafi grać ze słuchu na różnych instrumentach) i Młodszy Kurczak (ma słuch,szybko uczy się grać,ale nie lubi i nie używa) Za to Starszy Kurczak i ja lepiej,żebyśmy nie wydawali z siebie głosu. Ja nie wydaję, Kurczak przeciwnie. Do niedawna jako rasowy metal ryczał growlem,co akurat słuchu nie wymaga,a u słuchaczy nawet wskazana jest głuchota całkowita. Ale teraz zaczynają pojawiać się inne rodzaje muzyki,a wraz z nimi tak zwany śpiew. O matko... a mało tego,chce na czymś grać. Był pomysł kupna perkusji,na co cieszyli się pozostali chłopcy (po moim trupie),jakiś czas brzdękania na gitarze,na klawiszach,a od wczoraj mamy harmonijkę ustną. Rozumiem,że każdy zaczynał od takich dźwięków,ale na boga,za jakie grzechy u mnie w domu! 

Młodszy Kurczak za to uporczywie depcze i łamie ogród. Bo triki w nogę nie nauczą się same.

Ale nie narzekam (czekam tylko na chwilę,kiedy dorosną i pójdą na swoje ;)

Czym wobec tego jest dla mnie śnieg w maju? Miłym urozmaiceniem od ostatnio panujących upałów...

kura.d

Do wszystkich strat mogę doliczyć następną - padł mi tablet. A już się do niego przyzwyczaiłam, podłączałam sobie klawiaturę,myszkę i śmigałam. Kogut złożył z dwóch starych komputerów jeden,ale stary+stary nie równa się nowy. Na razie nie robię dużego rabanu,bo i tak mam mniej czasu na siedzenie na tyłku, a i odwyk mi się przyda. Tablet na szczęście na gwarancji,ale to już druga naprawa i widać,że do kitu jest ten sprzęt. Dopóki nie kupimy samochodu nie mogę planować innych zakupów a na kupno ciągle nie widać perspektyw. Ale o tym już pisałam.

Warzywa mam posiane,trawę skoszoną i teraz tylko leżeć i wąchać co przyroda produkuje. Założyłam w tym roku eksperymentalną uprawę ziemniaków w workach,miało być tego więcej ale cały kwiecień pogoda nie sprzyjała a co to za sadzenie kartofli w maju. 

Zdążyłam się już opalić i zostałam pogryziona przez meszki. Chyba ta wiosna w końcu przyszła.

kura.d

Paznokieć mi wrasta i bolą mnie buty,skarpetki,a nawet kołdra w nocy. Ani chodzić ani siedzieć. Draństwo jakich mało,tym bardziej,że mam czyste sumienie bo nic sobie nie wycinałam. Oby nie skończyło się chirurgiem,bo wrasta daleko i nie da się tam nic podłożyć. 

Skłonność do takich paznokci mam po tatusiu,a on z kolei po swoim,po mnie za to mają moje dzieci. Starszy Kurczak radzi sobie sam,a Młodszemu już dwa razy podkładałam wałeczki z waty. Ojciec mówi,że kiedyś jego bracia chodzili do chirurga ale po zabiegach paznokcie dalej im wrastały. Miła perspektywa nie ma co. 

Na szczęście obecna pogoda nie zachęca do spacerów. Co z drugiej strony nieco denerwuje,bo ileż można siedzieć w domu. Tyle zmarnowanego czasu przez ten chłód. To co wcześniej posiałam siedzi w ziemi i czeka na ocieplenie,jedynie groszek i rzodkiewka nic sobie nie robią z zimna,ale reszta szkoda gadać. Wysiałam do rozsadnika ogórki i popikowałam pomidory,ale za zimno na hartowanie,do tego ciemno to wybiegają i marnie wyglądają. Śni mi się ogród zimowy cały oszklony i ogrzewany ale to marzenie ściętej głowy,bo nawet gdybym wygrała w totka to nie miałabym gdzie go postawić. No chyba,że z całym nowym domem na nowej działce. Ale to już w następnym wcieleniu.

Na razie oszczędzam na laptopa,albo na telefon,a najpewniej na nowe okulary. Zastanawiałam się nad progresami,bo coraz gorzej widzę z bliska,ale nikt znajomy nie nosi,a słyszałam,że trudno się do nich przyzwyczaić i chciałabym usłyszeć opinię czy to prawda. Ile takie cuda mogą kosztować? Za okulary dla obu Kurczaków zapłaciłam niecałe 6 stówek. Patrząc na ceny niektórych oprawek to tanio,ale powiedzcie to mojemu portfelowi.

Samochodu jeszcze nie mamy i nie wiem kiedy będziemy mieć. Kuzyn Koguta chce nam sprzedać swój,ale Kogucisko kręci dziobem na cenę. A auto warte rozważenia,bo 9 lat,mały przebieg,serwisowane,od pierwszego właściciela. Ale francuz i automat. Na razie temat utknął.

Wkurza mnie ten chłop ale co zrobić,takiego chciałam to takiego mam.

kura.d

Od jutra się odchudzam. Zaraz, a może od poniedziałku? Pomyślmy. Dzisiaj byłam na imieninach, a jutro idę na urodziny. To chyba od przyszłego tygodnia? W każdym razie przechodzę na dietę. Nieodwołalnie.

kura.d

Ależ jestem zmęczona po świętach - dziś tylko czytam,oglądam i buszuję w internecie. Szukam jakiejś bluzeczki,sukienki na lato i innych szmatek. Nic jeszcze nie zamówiłam,ale kto wie czym się dzień skończy. 

W niedzielę tradycyjnie cała rodzina zebrała się u nas na śniadaniu i trochę miałam biegania z szykowaniem, podawaniem a potem sprzątaniem. Z tego wszystkiego zapomniałam o rocznicy ślubu moich rodziców (56!) ale wczoraj nadrobiłam zaniedbanie. Na szczęście tym razem udało mi się nie przesadzić z ilością jedzenia i do dzisiaj już prawie nic nie zostało,a te resztki właśnie utylizują Kurczaki. Sobie gotuję postną zupkę,bo jednak się przejadłam i niby nie odchorowałam ale cukier mi skoczył.

Wczoraj też jeździliśmy z Kogutem na grób jego matki, właśnie minął rok jak umarła. Jeździliśmy,ale nie swoim,naszego jeszcze nikt nie sprzedaje,siostrzeniec Koguta pożyczył nam swoją maszynę - mitsubishi pajero,ogromny,orurowany,czuliśmy się jakbyśmy jechali czołgiem. Ale już oddaliśmy i dalej będziemy popylać z buta.

A ja jak bum cyk zaraz się wezmę za angielski,bo już tylko miesiąc i egzamin.

 

kura.d

Nie mam samochodu,telefonu a teraz nie mam już nawet komputera. Oddałam swój Młodszemu Kurczakowi i został mi się tylko tablet. Oślepnę od tego badziewia jak nic. Muszę odłożyć parę złotych i kupić coś normalnego,bo ani czytać ani pisać na tym maleństwie. 

Samochód zastępczy mamy jeszcze na kilka dni,a potem to nie wiem. Kogut nie może się zdecydować co kupić,nic mu się nie podoba,każdą propozycję odrzuca,kłóci się,obraża,krzyczy i chodzi nieszczęśliwy. Trochę mnie śmieszy a trochę wkurwia ta jego nieumiejętność podejmowania decyzji. Z drobiazgami ma kłopot,a co dopiero mówić o czymś większym. Ja mu mogę powiedzieć jedynie co mi się podoba,ale na środku się nie znam. On trochę tak,ale ta świadomość,że jakby co nie będzie kogo obwinić paraliżuje go. Na razie czeka na szwagra mechanika,może ten mu coś podpowie, zobaczymy. Myślę,że jeszcze nie wymyślono auta dla mojego męża. 

Korzystając z ładnej pogody zasiałam część warzyw i powoli szykuję rabaty przed domem. W ciągu kilku słonecznych dni delikatnie się zazieleniło i nabrałam chęci do roboty. Na początek jak zwykle dostałam zakwasów od szpadla i grabi,ale czas przyzwyczaić ciało do ruchu.

Czas też pouczyć się,bo za miesiąc koniec kursu i egzamin. Tylko tego to akurat mi się nie chce,eh.

kura.d

Zapomniałam wspomnieć,że przed tym całym ambarasem z samochodem uczyniłam jeden zakup - myjkę do okien Przyznam,że już ze dwa lata się wahałam i zastanawiałam,czy aby na pewno jest mi to potrzebne i czy naprawdę tak ułatwia pracę jak twierdzą. Niby koleżanka mówiła,że sprzęt super,w internetach też zachwalali,ale we mnie ciągle była niepewność. Bo od dawna ułatwiałam sobie pracę gumową ściągaczką i nie wiedziałam w czym taka myjka może być lepsza.

W końcu zamówiłam,wiosna idzie,okna trzeba pomyć,spróbuję. Paczka przyszła,rozpakowałam,ale bez jakiegoś szalonego entuzjazmu,dopiero drugiego dnia przy sprzątaniu przedpokoju umyłam zapalcowane lustro... Rety. Tego się nawet nie da porównać ze zwykłą ściągaczką,już nawet nie mówiąc o tradycyjnym wycieraniu ręcznikiem czy szmatką. No dobra,ramy okna trzeba umyć ręką,brud przy uszczelkach też,ale z szyby wodę i brud zbiera, zostawia błyszczącą powierzchnię i jak się dobrze trzyma to nawet smug nie ma.

Jak typowa neofitka latam z myjką i ciągle coś przecieram. To mój kolejny ulubiony sprzęt,po zmywarce i suszarce (tak,mam ranking fajności domowych sprzętów)

 

A jeśli chodzi o samochód to wzięliśmy w końcu auto zastępcze. Przywieźli nam pod dom ładną nową toyotę i teraz strach mocniej zamknąć drzwi,nie mówiąc o stawaniu na parkingach pod sklepami. Człowiek bardziej dba niż o własne dzieci.

Nie wiadomo kiedy będzie decyzja o odszkodowaniu,ale jaka by nie była zdecydowaliśmy o kupnie nowego samochodu. W sensie nowego dla nas,bo mamy przeznaczone na niego 15-20 tys. Za te pieniądze nie znajdziemy fajerwerków,ale trudno,nie zapożyczę się po uszy,bo jeść też coś trzeba. Dużym problemem i tak będzie przyzwyczajenie się do jazdy mniejszym samochodem,ostatnio mieliśmy suva - dużego i wygodnego,nawet pies miał swoje miejsce w trzecim rzędzie.

Teraz tylko znaleźć coś co nam się spodoba.

kura.d

Ostatnie dni nie były fajne,nie bardzo jest się czym chwalić i cieszyć. Część problemów zaczyna się prostować,na inne trzeba jeszcze poczekać,a są i takie,z którymi nawet czas sobie nie poradzi.

Zginęła w wypadku córka naszych znajomych,miała 32 lata i zostawiła maleńką córeczkę. Ciężko dojść do siebie po czymś takim.

Brat mój trafił do szpitala na ostry dyżur,ale na szczęście już czuje się lepiej.

W nasz samochód wjechał inny i jedyne co można dobrego powiedzieć,to że nikomu nic się nie stało. Czekamy na opinię rzeczoznawcy i zastanawiamy się czy opłaca się remontować. Samochód ma swoje lata,ale jeszcze kilka by pojeździł,teraz to już złom. 

Jak się mieszka w niewielkim (ale jednak nie takim małym,jak się po nim chodzi) mieście,na dodatek na jego obrzeżach,bez sklepu i autobusu w pobliżu to samochód może nie jest niezbędny,ale bardzo przydatny - oszczędza się masę czasu i energii. Myślimy o aucie zastępczym z OC sprawcy,ale jeszcze nie podjęliśmy decyzji.

Tym samym stanęła sprawa telefonu,okularów,wakacji,wyjazdów i wszystkich wydatków,bo nie wiadomo czy nie trzeba będzie rozejrzeć się za czymś nowym.

kura.d

No i niestety, nadeszła ta chwila (i wcale nie wiekopomna),gdy Młodszy Kurczak zasilił szeregi okularników. Od początku była to kwestia 'kiedy' a nie 'czy w ogóle',bo oboje z Kogutem jesteśmy krótkowidzami,a to źle wróży potomstwu. Na nieszczęście Starszy Kurczak wadę odziedziczył po mnie,wzrok mu się pogarsza w szybkim tempie i nie wiadomo czy da się coś z tym zrobić. Młodszy może będzie jak tatuś,trochę ślepy ale nie krecik.

Jutro idziemy szukać okularów. Na razie wstępnie obczaiłam ceny i trochę mi się włos zjeżył. A za tydzień zapisałam do okulisty siebie i Starszego. Oj, zaboli.

kura.d

Muszę kupić nowy telefon,reanimowałam niedawno stary,ale już nie mam do niego siły,chodzi wolno,zacina się,sam się wyłącza,restartuje - słowem jedyny ratunek dla niego to młotek. Już nawet nie mówię o braku wsparcia ze strony firmy,aktualizacji do niego nie ma od bardzo dawna. Bardzo jestem zawiedziona,bo dopiero skończył 3 lata i był swego czasu flagowym telefonem samsunga,a ja byłam idealnym właścicielem.Nie miał powodów,by się tak szybko zepsuć.

To znaczy,że naprawdę sprzęt elektroniczny przewidziany jest na niewiele dłużej niż na czas gwarancji? Lubię gadżety,kręcą mnie nowości i usprawnienia,ale chcę kupować coś nie dlatego,że się poprzednie zepsuło.

Poza tym czy ktoś widział ceny nowych telefonów? Zanim zaczęłam szukać określiłam jakie funkcje powinien posiadać a z czego mogę zrezygnować. Po godzinie musiałam mocno zweryfikować listę potrzeb,no chyba,że znalazłabym gdzieś tysiąc czy dwa. A najlepiej cztery.

Najpierw mściwie odrzuciłam firmę,bo okazało się,że cena nie idzie w parze z jakością. Potem procesor,RAMy,wyświetlacz...Na koniec doszłam do wniosku,że w sumie po co mi w ogóle smartfon.

Kiedyś życie było piękne,w komórkach trzymało się różne graty a na mojej ulicy tylko jedna sąsiadka miała telefon stacjonarny.

A czego wy używacie?

Przedwiośnie

kura.d

Uf,uf,chwila przerwy,można coś napisać. Ostatnio tylko czytałam,ale dość tego - czytnik na półkę i czas się zająć życiem w realu.

Głównie real w domu,bo na zewnątrz jeden dzień słońca i tydzień pluchy,tak to teraz wygląda. Dobrze,że chociaż śnieg już nie pada. Ale co by nie mówić - wiosną tego jeszcze nazwać nie można. Koty ledwo łebki wychylają

A na jeziorku jeszcze lód zalega

Do tego nie ma ptaków,nie że żadnego,ale jakaś marna ilość jest w pobliżu i trochę się tym martwię. Coś się stało,może choroba - ptasia grypa albo jakieś inne draństwo. Słyszałam o zakazie wypuszczania kur z kurników pod karą dotkliwej grzywny,dlatego tak mi się kojarzy. Wiosna bez darcia dzioba się nie liczy. Dobrze,że chociaż żaby wróciły. Lubię zasypiać przy koncercie z rech-rech i kum-kum. Oby pojawił się słowik. Jeszcze bażanty za płotem,gęsi u sąsiada i jak beczą sarny to dopiero jest muzyczny odjazd.

Na razie objeżdżamy i obchodzimy lokalne błoto,też synonim wiosny.

Wiosennie też byłam w sklepie ogrodniczym - wielodoniczki na sadzonki,ziemia,trochę nasion,jeszcze dużo za wcześnie na pole,ale jakiś tam początek jest. W tym roku jednak nie kupię tunelu,bo niestety zimą przeprowadził się do nas kret. Albo tysiąc kretów,patrząc na ilość kopców. Co znaczy,że mam jakieś robactwo w ziemi (skąd się wzięło??) i co też znaczy,że muszę się nastawić na straty z powodu robactwa i kopców. Co do kretów to mam dużo mieszanych uczuć,bo to takie miłe czarne zwierzaczki,w dodatku pożyteczne,tylko te cholerne krecie tunele i kopce,które żeby dodatkowo mnie wkurwić rozkopuje pies (a ma wyrzut na kilka metrów i weź potem zagrab tę ziemię,żeby zasypać dół),ale grabienie to niezła praca fizyczna i ćwiczenia. I na koniec już nie wiem,czy lubię krety czy nie. Chyba najbardziej je lubię u sąsiada. Nielubianego.

Oprócz domu i ogrodu wpadam też na wiosenne pomysły. Jednym z nich był taki,żeby zacząć chodzić na basen na aerobik. Znalazłam nawet kostium kąpielowy (za mały! coś takiego! niemożliwe! na pewno skurczył się w praniu) i już prawie wychodziłam z domu,ale spojrzałam na godzinę rozpoczęcia i jednak nie wyszłam. O 20 to ja zaraz idę spać,a przynajmniej ciemno na dworze jak nie powiem gdzie i niewyraźnie po ulicach samej chodzić. Jednak poczekam do wiosny.

kura.d

Lubię kwiaty i na pytania co chciałabym dostać w prezencie imieninowym zawsze mówię,że kwiatka. Kiedyś były jeszcze książki,ale te jednak wolę kupować sobie sama,podobnie jak inne rzeczy. Kwiatów za to nigdy dość. Wczoraj zostałam obdarowana bukietami tulipanów i goździków a na oknie stanęły nowe storczyki. Ale jeden bukiet szczególnie mnie wzruszył - ten od męża - z czerwonych róż.

W naszym małżeństwie kiepsko się dzieje,a że oboje mamy trudne charaktery to ten kryzys ciężko przechodzimy. Mimo wszystko zależy mi na tym związku i na tym facecie i trudno mi sobie wyobrazić życie bez niego. Trochę się bałam ostatnio,że on już sobie odpuścił,że pomyślał,że już nie warto się starać. Te czerwone róże od niego są dla mnie sygnałem,że jeszcze jest dla nas nadzieja.

Ale żeby nie było,że zawsze ze mnie taka ckliwa romantyczka to od siebie w prezencie kupię sobie myjkę do okien,o.

kura.d

Trochę zardzewiałam bloxowo,ale tak to już jest,jak brak chęci i pomysłów na pisanie. O czym może pisać taka kura domowa,kręci się wkoło tych samych spraw domowych. Inni to mają pomysły! I przeżycia! U mnie spokój,cisza,woda z dachu kapie (chyba dziura się w rynnie zrobiła) i nudy panie,nudy.

Trochę czytam,trochę się uczę angielskiego (myślę nawet o dalszej nauce),coś oglądam,nawet do kina udało mi się Koguta wyciągnąć,ale głównie siedzę w domu. Nawet na zakupy staram się nie wychodzić za często. Z resztą tego to akurat nie lubię.

Ale dość tego gnicia,czy może raczej wymrażania. Słońce się pokazało,termometr pokazał w końcu PLUS,czas znieść jakieś jajko.

Wiosny mi się chce,że ach. Ciepła,trawki zielonej,kwiatków,ziemi pod paznokciami. Na razie zapowiada się kilka dni odwilży,ale czy to już wiosna? - ptaszków nie słychać,więc trochę wątpię. W zeszłym roku już od stycznia darły dzioby i spać nie dawały rano,a w tym połowa lutego i cisza.

Muszę się też trochę rozruszać przed sezonem,bo zastałam się okrutnie,i to w taki bardzo dosłowny sposób. Przy dłuższym chodzeniu bolą mnie mięśnie łydek, skrzypię w kolanach i czuję stawy biodrowe. A to dłuższe chodzenie zaczyna się już po przekroczeniu bramy. Skutek zimy i samochodu,a głównie lenistwa. Czas się ruszyć kurzyno leniwa!

Niech no tylko zrobi się cieplej...

Listonosz przyniósł nowy katalog z roślinami i zaczynam planować co posadzić w ogródku. Może kupię w końcu tunel foliowy - co roku o tym myślę. Nawet nie chodzi o kasę,bo kilka stówek mam odłożonych,ale jeszcze nigdy nie uprawiałam nic w folii. Trochę się waham czy podołam,a trochę mam chęć na nowe wyzwanie.

Mam też chęć na wakacje i tym razem żadne góry,a morze. Na razie to tylko mgliste marzenia,ale jakby co to trzymam nierozliczonego PITa,będą za niego dwa tysiączki zwrotu z ulgi za Kurczaki. Jak rozliczę teraz to kasa się do lata rozejdzie,a tak jest parę groszy nie do ruszenia. Sprytnie to sobie wymyśliłam,nie? A jak nie pojedziemy to sobie kupię nowy odkurzacz. Pionowy,żeby się nie schylać. Trzeba sobie jakoś to życie ułatwiać.

I tako o. Idź sobie zimo,bo ja tu mam tyle do roboty,że hoho. Albo i więcej.

A to dowód,że dziś był PLUS - całą ferajną wylegliśmy na podwórze.

 Niektórzy mają lwy na ogrodzeniu,a ja mam koty (jak te grubasy się mieszczą na słupkach to nie wiem ;)

kura.d

Czy ta zima nie mogłaby już sobie pójść? Tak tylko grzecznie pytam,bo to nie tak,że ja jej nie lubię - ja tylko nie lubię jak jest ciemno,zimno i jak za długo leży śnieg. A leży i leży. Człowiek by sobie wyszedł na łąki,pola i bezdroża ale butów takich wysokich nie ma. Ma za to plamy na gębie od mrozu i gile zamarzające w nosie. A niedługo mu się porobią odciski od pracy przy węglu.

Na nartach jeździć nie umiem,łyżwy miałam na nogach jakieś 30 lat temu,sanki to chyba pod tyłek nie wejdą,a bałwanów wszędzie pełno cały rok. Szadź oblepia wszystko co drugi dzień i co jeszcze masz mi zimo do zaoferowania?

Żadna ze mnie kura,już prędzej misiek. Fotel sobie ustawiłam strategicznie pod grzejnikiem z widokiem na lodówkę,obłożyłam się kotami i czekam na wiosnę. Obiecuję solennie,że następnym razem zacznę dopiero narzekać jak będzie powyżej 30 stopni,a możliwe,że i tęsknie wspomnę dzisiejszy dzień. Ale niech już nadejdzie jutro!

kura.d

Z przygotowań świątecznych

-umyłam trzy szafki w kuchni

-zjadłam suszone owoce na kompot

-pokłóciłam się z Kogutem na tematy polityczne

Ale fajnie jest,żadnej napinki,co zrobię to będzie,od braku reszty nic się nie stanie.

© kura w domu
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci